Aktualności

Dodano: 26 marca 2020

Weronika Gawlik: Trudno jest cieszyć się samemu

O 22. tytule mistrzowskim dla MKS Perła Lublin i zakończonym przedwcześnie sezonie 2019/2020 porozmawiano z kapitan, Weroniką Gawlik.

Weronika Gawlik MKS Perła Lublin / PGNiG Superliga Kobiet
To mistrzostwo smakuje inaczej niż poprzednie?
Na razie jeszcze tak naprawdę nie smakuje. Każdy jest zamknięty w swoim domu, a trudno jest cieszyć się samemu, szczególnie jeśli uprawia się sport drużynowy. Mam nadzieję, że świętowanie przyjdzie, gdy skończy się sytuacja, w jakiej aktualnie jesteśmy. Póki co mamy czas na chwilę refleksji i mam nadzieję, że kiedy już się spotkamy, będziemy mogły powiedzieć sobie, że w tym skróconym sezonie wykonałyśmy kawał dobrej roboty.

Mimo wszystko była jakaś chwila radości np. na grupie na WhatsAppie lub Facebooku?
Były gratulacje od rodziny, przyjaciół oraz kibiców, trenerów, prezesa i pracowników klubu. Jeśli jednak chodzi o mnie, to naprawdę dziwnie mi świętować, mając świadomość sytuacji na świecie. Zazwyczaj tytuł zdobywa się po skończonym meczu. Wbiega się na parkiet, cieszy się z drużyną, trenerem, są medale, puchar, podest, cała oprawa, szampan – choć oczywiście w rozsądnych ilościach. Jest spontanicznie, a w tym momencie, kiedy dostajemy po prostu suchą informację o tym, że już jesteśmy mistrzem Polski, to trudno o spontaniczność i euforię.

Ale takiej decyzji można się było spodziewać.
Oczywiście, tym bardziej że widziałyśmy już wcześniej, co dzieje się w innych dyscyplinach sportu, m.in. w koszykówce – tutaj należą się gratulacje Startowi Lublin za zdobycie wicemistrzostwa Polski. To, że sezon w PGNiG Superlidze się skończy, było kwestią czasu, rozmów i podjęcia odpowiednich i odpowiedzialnych decyzji.

Patrząc na cały sezon, jak możesz go podsumować?
Mimo że sezon skończył się w marcu, to nie mogę powiedzieć, że dla nas – zawodniczek, był on krótki. Rozegrałyśmy bardzo wiele spotkań, bo należy pamiętać, iż łączyłyśmy grę w lidzie z rozgrywkami europejskimi. Wymagało to od nas i od całego klubu nie lada wysiłku fizycznego jak i organizacyjnego. Do tego nękała nas duża ilość kontuzji. Należy zwrócić uwagę na to, iż cały czas utrzymywałyśmy pozycję lidera, co było niemałym wyzwaniem, biorąc pod uwagę wszystkie wyżej wymienione okoliczności.

Rzeczywiście przez długo okres grałyście w osłabionym składzie. To był pierwszy taki sezon w twojej karierze, w którym tak wiele zawodniczek naraz leczyło kontuzje?

Jestem w Lublinie od 2011 roku i wydaje mi się, że były już takie momenty, kiedy musiałyśmy grać w dziesiątkę. Wtedy też wygrywałyśmy. Najważniejsze więc, że nawet duża liczba urazów nie jest w stanie przekreślić naszych szans na mistrzostwo. To świadczy o charakterze zespołu i sile każdej zawodniczki.

Jak w ogóle widzisz najbliższą przyszłość drużyny? Myślisz, że jest szansa na szybki powrót do wspólnych treningów?

Szczerze, nie mam pojęcia. Nie wiemy, jak to będzie wyglądało, ale zanosi się na to, że przerwa między sezonami będzie wyjątkowo długa. Wiele zależy też od meczów reprezentacyjnych. Mamy do rozegrania spotkania kwalifikacyjne do ME i nie wiemy kiedy się one odbędą. Prawie wszystkie zawodniczki naszego zespołu są reprezentantkami kraju, więc podejrzewam, że jeśli tylko będziemy mogły wznowić wspólne treningi, to zrobimy to, aby przygotować się do rozgrywek międzynarodowych. Jednak sytuacja związana z pandemią rozwija się tak dynamicznie, że na chwilę obecną trudno jest cokolwiek zaplanować.

A jak teraz wyglądają wasze treningi?

Jesteśmy zdane na ćwiczenie w zaciszu własnego domu, no, chyba że ktoś ma to szczęście i dysponuje własnym ogródkiem, bądź ma bardzo blisko do lasu. Oczywiście jestem przekonana o słuszności nakładanych na nas odgórnie ograniczeń, jednak w dużym stopniu utrudniają one treningi.

Formy boiskowej chyba nie da się podtrzymać, nie trenując w hali, siłowni, czy po prostu z piłkami?

Owszem. W obecnych okolicznościach jedyne co możemy zrobić to próbować utrzymać wytrzymałość, siłę i ogólną sprawność – a na kilku metrach kwadratowych wymaga to nie lada fantazji i uwagi, aby np. nie uderzyć głową o kant jakiegoś mebla. Z pomocą służą nam trenerzy kadry, którzy przygotowali już zestaw ćwiczeń możliwych do wykonania w domowych warunkach. Nie jesteśmy jednak w stanie pracować nad techniką czy taktyką. Oczywiście uprawiamy piłkę ręczną nie od dzisiaj i przez te kilka tygodni nie zapomnimy, jak się gra, jednak po dłuższym rozbracie z piłką i halą będziemy potrzebowały czasu na „oswojenie się”. To trochę jak powrót po kontuzji – trenuje się bardzo ciężko, ale mimo to na uzyskanie formy sportowej potrzeba czasu.

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: